Systematycznie

Data

Znacie tę grę towarzyską, z czasów gdy jeszcze nie poznaliśmy Instagrama i TikToka, polegająca na podaniu słowa zaczynającego się od litery, na którą skończyło się słowo poprzednika? Zainspirowana nią, piszę tekst o systematyczności, bo ostatni wpis skończyłam właśnie na tym temacie. Błyskotliwe, przyznajcie.

 Żeby nie było że nigdy nie próbowałam. Robiłam to niejednokrotnie, kupowałam kalendarze, rozpisywałam plany z uwzględnieniem dnia na odpoczynek. Kolekcjonowałam kolejne butelki do picia wody, bo ta konkretna na pewno mi pomoże. Ustawiałam ograniczenia w telefonie dla pochłaniających czas aplikacji. Kończę zawsze tak samo, odwodniona, oddająca pracę minutę przed deadlinem.

Za każdym razem naciskając WYŚLIJ o 23:59 zastanawiam się, czy jakość tej pracy byłaby inna gdybym zrobiła ją tydzień wcześniej. Czy to, że dopiero dźwięk głośno tykającego zegara, potrafi mnie zmusić do randki z Wordem czy innym Excelem, to coś złego? Zakodowano nam (czuję, że jesteśmy w tym wszyscy razem) już w przedszkolu, że oddanie rysunku Marzanny 3 dni przed wyznaczonym terminem, zbierze większe propsy niż przyniesienie go w dzień ostatni. Nawet jeżeli ta późniejsza Marzanna będzie urodziwsza. I tak trwamy w tym, nakręcając się, mając z tyłu głowy głos Matki niczym echo brzmiący “Agatka już narysowała dawno i teraz ma spokój”.

Nie namawiam do prokrastynacji, ale całe co masz zrobić jutro, zrób dziś, nastraja mnie buntowniczo, by nie robić danej rzeczy wcale. Jeżeli jednak, ktoś się urodził z naturalnym darem do samoorganizacji i terminowości niezwykłej – proszę docenić. Z moich, zupełnie nieprofesjonalnych badań wynika, że jest w mniejszości. Ja nauczyłam się nie oszukiwać i przestałam wspierać rynek wydający kalendarze. Porzuciłam planowanie pracy z tygodniowym wyprzedzeniem, znając finał tego przedsięwzięcia. Tylko picie wody chciałabym jednak zastosować, any tips?

 

Dodaj komentarz

Najnowsze wpisy