Państwa Miasta I

Data

Norwegio!

Nigdy nie sądziłam, że jeżeli już napisze wiadomość zaadresowaną do jakiegoś państwa to będzie to zimna jak kostka lodu Norwegia, a nie słoneczna Espania. Zdziwienie czeka nas jednak na każdym rogu tego życia więc zapraszam.

Norwegio, ile Cię trzeba cenić ten tylko się dowie, kto poleciał do Ciebie w lutym 2020 zaraz przed wybuchem zabójczej pandemii. Dowie się ten, kto odwiedził cię gdy zima szalała, a ludzie rozwieszali czerwone serca z papieru w witrynach sklepowych, bo nawet ascetycznych Norwegów dopada walentynkowy szał. I wreszcie dowie się ten, kto jako pierwsze spotkanie z Tobą, zamiast kultowego Oslo, wybrał małe Bergen. Miasteczko zwykle traktowane jako rozpoczęcie podróży z racji lotniska na jego obrzeżach, dla mnie było tej podróży centrum. 

Można by tą opowieść skończyć na stwierdzeniu, że najlepsze, co mnie spotkało w Norwegii to włoski makaron ale brutalizm to nie w tym odcinku. Ale skoro już jesteśmy przy architekturze! (proszę o zwrócenie uwagi na to płynne przejście tematów) Należy docenić, że gdy przyszło do wybierania palety kolorystycznej Norwegia była skromna i ustawiła się w kolejce mało uczęszczanej, czyli KOLORY NUD(N)E. Jest pełna bieli, beżu, szarości i błękitu. Jednak nawet ten błękit wygląda jakby komuś się sypnęło za dużo szarego, przy jego tworzeniu, do mieszalnika. Mieszkańcy grzecznie się dostosowali do otaczającej przestrzeni i lubują się w podobnych barwach. Razem to daje przemiły dla oka obrazek, w którym nie uświadczymy neonowych paznokci. Krótko mówiąc kraj beżem i merynosem płynący.

Ewidentnie w pełnym odbiorze piękna norweskiej natury przeszkadzał mi mróz. I ja wiem, powód banalny, jednakże jaki prawdziwy. Jestem pewna, że doceniłabym fiordy wiosną bardziej. Jednak nie można odmówić im tego, że mimo zamarzających dłoni ściągniesz rękawiczkę i zrobisz im zdjęcie. Dużo zdjęć, za dużo zdjęć, które po roku usuniesz bo jednak miejsca na memy braknie. 

Wrócę do Norwegii bo lubię dystans ludzi, ich smutne twarze i brak smalltalków. Nie lubię za to, że wszędzie śmierdzi rybą. Czułam, bo w lutym 2020 jeszcze nie nosiliśmy masek, RIP. 

 

Rozpoczynam tym wpisem CYKL. A że z systematycznością mam tyle wspólnego, co pogoda za oknami z wiosną, to następnej jego części spodziewajcie się w 2025. Ciao, a raczej Ha Det!

 

Dodaj komentarz

Najnowsze wpisy